Zszedłem na dół tylko po zapałki, a wróciłem po trzech godzinach, z kieszeniami pełnymi śmieciowych historii, które ktoś musiał wyrzucić, żeby w głowie nie brzęczały. Pozbierałem je, bo miałem do wykonania pracę. Pisanie to praca, jak każda inna. Niektórzy sądzą, że kaprys, ale ja na przykład wolałbym ubijać kotlety albo czyścić kible.