Jak dotrzymywać postanowień

Autor: Aleksandra UzarskaUzarska
Słowa
28 Sty 2019
Brak komentarzy

Rozsiadłam się w łazience, w szkicu mojej wieczorowej kreacji, na który składał się stanik i rajstopy podciągnięte do pępka oraz z włosy upięte na popękanych papilotach. Nałożyłam na twarz grubą warstwę kremu pod makijaż i zaczęłam starannie przeczesywać brwi grzebykiem, dokładnie tak, jak robiły to makijażystki na filmikach, jednocześnie zdając sobie sprawę, że już na tym etapie kończą się moje umiejętności naśladowania ich. Planowałam przywitać nowy rok z całym splendorem i przytupem, machając zimnymi ogniami, w brokatowej sukience, wysokich butach, trzymając w ręku taniego szampana, którego i tak w euforii miałam rozlać, bo nawet nie lubię szampana. Alkohol ten nie służy do picia, a jedynie do składania go w ofierze zadomowionym w naszej świadomości bogom nowego roku, aby byli dla nas litościwi, a może i nawet hojni. Zapewne rok tych, którzy w piach wylewają Dom Perignon z reguły jest bardziej owocny niż mój, ale mimo to głęboko wierzę, że oni, ci bogowie, także doceniają sam gest i dobre intencje, których mdląco słodkiemu napojowi za dziesięć złotych nie brakuje.

Poprzednie lata, które rozpoczynałam bez świętowania, przebiegały przyjemnie przeciętnie, bez wybojów, wyskoków, wykolejeń, z jedynie drobnymi uniesieniami w granicach dobrego smaku, tak żeby za bardzo powodzenie i fart nie uderzyły do głowy. W tym roku postanawiam pomóc szczęściu i wziąć udział w hucznych dionizjach, by przez ten rytuał przejścia uczynić nadchodzący rok tym bardziej wyjątkowym niż poprzednie, tak aby kiczowate fajerwerki były ze mną obecne aż do kolejnego grudnia. Jeśli jednak mam uczestniczyć w pełni w rytualnych obchodach nowego roku, oprócz szampana i brokatu, muszę także przygotować postanowienia.

Postanowienia najlepiej wymyśla się jeden dzień po świętowaniu, kiedy przychodzi czas na dogłębną autorefleksję sprowokowaną wyczynami ubiegłej nocy. Nauczona doświadczeniem minionych rozczarowań noworocznych, zdaję sobie sprawę, że mają one jedynie wymiar symboliczny, bo i tak żadnego nie wypełniam. W związku z tym, zdecydowałam, że w tym roku podejmę się czegoś, co z góry w swojej abstrakcji skazane jest na porażkę, aby część winy móc zrzucić na naturę zadania, a nie na własny brak konsekwencji. Skoro postanowienia mają być drogą prowadzącą do najlepszej wersji siebie, to ja wybieram ścieżkę na skróty i w nowym roku chcę po prostu zostać idealną kobietą, zawierając tym samym wszystkie cele w jednym, skondensowanym.

Postanowiłam poradzić się źródeł zewnętrznych, bo mój subiektywny zmysł ideału może być w tym względzie bardzo mylący. Nie mam doświadczenia w byciu super babką ani fajną kobitką i do tej pory mi to nie przeszkadzało, ale skąd mogę wiedzieć, że mi tego brakuje, jeśli nigdy nie spróbowałam? Sama znam mnóstwo takich babeczek, co według mnie są bardzo bliskie perfekcji. Nie szukając daleko, moja mama na przykład jest prawie idealna, gdyby nie to, że często zapomina, że już mnie o coś wcześniej pytała i czasem myli imiona moich znajomych. 

Ponieważ, zgodnie z definicją, ideał takich drobnych wad nie dopuszcza, postanawiam poszukać wskazówek w prasie kobiecej oraz na stronach internetowych takich, co wiedzą to wszystko. Czytałam wszystkie rady bardzo wnikliwie i po raz kolejny nabiłam sobie guza w zderzeniu z rzeczywistością, ponieważ bycie idealną kobietą jest nawet bardziej niemożliwe, niż mi się to wcześniej wydawało.

Przede wszystkim, odpadam już na samym początku, bo kobieta idealna nie ma humorów i nastrojów, tylko pozytywne nastawienie i szeroki uśmiech. Nawet jeśli coś jej nie pasuje, to lepiej to zachować dla siebie, bo marudzenie, jak powszechnie wiadomo, męczy. W ideale nie ma miejsca na krzywienie się i grymasy, patrzenie spode łba i nieuzasadnione salwy płaczu, kiedy widzi się pokrzywdzone zwierzęta. Plany krzyżuje mi także pewna ambiwalencja w zakresie zaradności, bo z jednej strony musi być, zarabiać, nie może się uczepić mężczyzny, z drugiej zaś, dobrze jak trochę nie jest i daje się samcowi wykazać, żeby zaprezentował, kto jest przywódcą tego dwuosobowego stada. Inteligencję także należy dozować z tym samym wyczuciem, bo nikt nie chce głupiej baby, ale przemądrzałej tym bardziej nie. Ponad tym wszystkim powinna być wrażliwa i empatyczna, więc może płacz na widok bezdomnego kota jednak przejdzie.

Niestety, poza tymi konkretnymi walorami pojawiają się także cechy z zakresu metafizyki, czyli enigmatyczne „to coś”. Sprawdzam w sobie, czy mam to coś, ale za bardzo nie wiem, za czym się rozglądać, czy może czegoś nie mam w sobie, a może zupełnie niczego mi nie brakuje. Nikt nie potrafi klarownie wytłumaczyć, czym coś jest, a czym na pewno nie jest. Z pomocą jednak przychodzi mi Mariusz ze Szczecina (41 lat), który uważa, że kobieta przede wszystkim powinna być kobietą. Nieskromnie przyznam, że w byciu po prostu kobietą jestem mistrzynią, bo nie można mi odmówić tego przymiotu, całkiem dobrze sobie radzę, tak, że nawet mam to wpisane w dowodzie. Wypuszczam powietrze, z zadowoleniem osuwam się na fotel i z siorbnięciem pociągam łyk kawy. Mariusz ukoił moje nerwy i jednocześnie pomógł mi wypełnić moje postanowienie noworoczne już drugiego dnia. Jestem idealna w byciu po prostu kobietą, kobietą idealną dla Mariusza.

Brak komentarzy

Zostaw swój komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *