O rozumieniu innych

Autor: Stanisław Wawrzyszkiewicz
Idee
07 lipca 2021
Brak komentarzy

Klasyfikowanie ludzi ze względu na kolor skóry, taką czy inną orientację lub wyznawaną religię (na świecie istnieje ponad trzydzieści siedem tysięcy religii) jest skrajnym redukcjonizmem, a właściwie wypowiedzeniem wojny innym.

Jak zrozumieć innych, skoro samych siebie nie potrafimy zrozumieć? Jeśli jesteśmy świadomi własnych braków, to łatwiej tolerować braki u innych. Fanatyk nigdy nie zrozumie innego,  bo żyje „pod kloszem”, odizolowany od innych oraz ich sposobu myślenia i postrzegania świata. Fanatyk potrafi dokonać strasznych rzeczy w obronie wyznawanych przez siebie wartości, gdyż posiada PEWNOŚĆ – najpotężniejszy środek uspokajający. Przekonanie zatrzymuje proces myślenia. Z tej racji wszystkie totalitaryzmy eliminowały przede wszystkim intelektualistów, gdyż ciągle myśleli i kwestionowali wszystkie dogmaty.

„Piekło to inni” – napisał kiedyś Sartre. Obecnie, w dobie mediów społecznościowych, obelga wypiera dialog w relacjach międzyludzkich. Kto z nami się nie zgadza, automatycznie staje się wrogiem.

Jak dotąd, ludzie stosują trzy strategie wobec wrogów: walczą z nimi, usuwają im się z oczu, na przykład usuwając swój profil, bądź też wzbudzają w sobie pozytywne uczucia do nich. Żadna z tych strategii nie jest w zadowalającym stopniu skuteczna i nadal wielu ludzi ma wrogów.

Problem, jakiego nastręcza niszczenie wrogów, polega na tym, że coraz trudniej jest to zrobić, pomimo nadzwyczajnych osiągnięć techniki. W czasach, gdy ludzie wierzyli w czarownice i rzucali na siebie wzajemnie urok, istniały proste sposoby znajdowania winnych odpowiedzialnych za każde nieszczęście. W 1829 roku wieśniak z Maine-et-Loire, nazwiskiem Poirier, zwrócił się do wróżbity, z prośbą o ustalenie przyczyny choroby żony. W odpowiedzi usłyszał, że jeśli będzie wznosił modły przed dzbankiem z wodą, zostanie mu objawiony wróg żony. Gdy wieśniak rzekomo zobaczył w wodzie odbicie twarzy swojego sąsiada, bez wahania go zabił. Uprawianie magii sprawiło, że ludzie wszędzie dostrzegali swych wrogów.

Oczywiście, dziś nikt nie potrafi w sposób magiczny wyeliminować złośliwości sąsiadów, wzajemnych urazów skłóconych członków rodzin oraz zazdrości kolegów i koleżanek.

Były czasy, kiedy siłowe rozwiązywanie konfliktów między osobami uważano za sprawę prywatną. W pewnym momencie ta swoboda została prawnie zakazana, a przemysł związany z niszczeniem wrogów podporządkowano państwu. I od tej chwili tylko w imieniu państw wolno było eliminować tych, którzy im się jakoś narazili. Można by pomyśleć, że po tylu wiekach państwa powinny uwolnić świat od rozmaitych wrogów, ale do tego nie doszło, gdyż prowadzenie wojen stało się stylem życia. Jeśli wielcy zdobywcy mają dla nas jakiś przekaz, to tylko taki, że im więcej ziem podbili, tym większą musieli zachowywać czujność wobec coraz to nowych wrogów.

Nie tylko tyrani wywołują wojny. Otóż Stany Zjednoczone, od początku swojego istnienia aż do dnia dzisiejszego, tylko przez ćwierć wieku nie angażowały się w jakieś operacje militarne. Nie wszyscy dzisiaj wiedzą, że Kalifornia, Teksas, Nevada i Nowy Meksyk, należały kiedyś do Meksyku, a Hawaje były niepodległym królestwem.

Ludzie wciąż prowadzą ze sobą wojny nie tylko dlatego, że nie mogą dojść do porozumienia, lecz nawet bardziej z tego powodu, iż tak wielu z nich przepada za ekscytującymi doznaniami, jakich one dostarczają. Negatywne uczucia skierowane przeciwko wrogom stanowią niezawodny substytut pozytywnych celów życiowych.

Kiedyś wprawianie się w gniew było niemal rodzajem sztuki. „W gniewie jest więcej słodyczy niż w plastrze miodu”, napisał Homer. Święte oburzenie podziwiano jako heroiczne. Ale w ciągu ostatnich kilku wieków gniew utracił swój prestiż. To nie znaczy, że ludzie rzadziej się gniewają, ale obecnie zaczynają się tego wstydzić. Badania przeprowadzone w Australii – jedyne tego rodzaju – wykazały, że ludzie doświadczają gniewu pięciokrotnie częściej niż uczucia sympatii.

W sztuce radzenia sobie z wrogami postęp jest niewielki. Wojna może trwać w nieskończoność, jeśli nadal będziemy więźniami mentalności powodującej wynajdywanie wciąż nowych wrogów. Kreowanie wrogów to jedno z najstarszych i najbardziej skutecznych zajęć człowieka, a podłoże wrogości może stanowić zraniona duma i gniew, które stopniowo ulegają intensyfikacji. Z chwilą zidentyfikowania wroga propaganda mnoży dowody jego deprawacji, by wzmocnić odczuwaną wobec niego wrogość, gdyż ludzie lubią, gdy potwierdza się ich opinie. Tradycja przejawiania swoistej ślepoty na poglądy drugiej strony jest dobrze ugruntowana w społeczeństwach.

Zrozumienie innych może uniemożliwić przekonanie, że WIEMY, co inni myślą zanim nam o tym powiedzą. Często wchodzimy sobie w słowo i mówimy:

– Wiem, co chcesz powiedzieć.

A niby skąd? Dzięki intuicji? Znam czterech hazardzistów, którzy kierując się intuicją, stracili wszystko.

Niektórzy twierdzą, że porozumienie między ludźmi jest niemożliwe, ponieważ każdy człowiek jest monadą bez okien i pod każde słowo oraz gest podkłada inną, jemu tylko właściwą treść, ukształtowaną przez kulturę, doświadczenia itd.  W Wielkiej Brytanii, w czasie drugiej wojny światowej, z tego powodu dochodziło do wielu nieporozumień, głównie między Brytyjkami a żołnierzami amerykańskimi, bowiem dla amerykańskich żołnierzy pocałunek był tylko wyrazem sympatii, natomiast dla Brytyjek oznaczał wstęp do…. seksu.

Każdy może na swój sposób rozumieć to samo słowo, a nawet ten sam gest, co sugestywnie obrazuje legenda.

Dawno temu, w średniowieczu, doradcy papieża namówili go, by wygnał Żydów z Rzymu. Żydzi wiedzieli, że gdziekolwiek by nie poszli, to ich los będzie gorszy niż ten wyznaczony im w Rzymie. Zwrócili się więc z prośbą do papieża, by jeszcze raz rozpatrzył swój edykt. Papież złożył im taką propozycję: niech Żydzi wyznaczą kogoś do dysputy z nim, za pomocą gestów. Jeżeli ich rzecznik wygra, Żydzi będą mogli zostać.

Żydzi spotkali się, by rozważyć propozycję. Odrzucenie jej oznaczało wygnanie z Rzymu, natomiast aprobata równała się klęsce. Któż mógłby wygrać debatę, w której papież miał być uczestnikiem i sędzią? Nie było chętnego do debaty. Perspektywa dźwigania na swych barkach losu wszystkich Żydów była zbyt zniechęcająca.

Odźwierny w synagodze usłyszał o co chodzi, stanął przed głównym rabinem i zgłosił swoją kandydaturę.

– Odźwierny?! – oburzyli się rabini.

Na to główny rabin:

– Nie ma chętnych wśród was. Albo odźwierny, albo nie będzie debaty.

W taki to sposób wyznaczono odźwiernego do debaty z papieżem.

W wyznaczonym dniu, papież zasiadł na tronie na placu świętego Piotra, otoczony swoimi kardynałami. Przybyła skromna delegacja żydowska z odźwiernym kroczącym między nimi.

Rozpoczęła się debata. Papież uroczyście wzniósł jeden palec i uczynił nim ruch w kierunku nieba. Odźwierny bezzwłocznie wskazał na ziemię. Papież wydał się trochę zaskoczony. Jeszcze raz wzniósł palec i trzymał go stanowczo tuż przed oczami odźwiernego. Ten z kolei, wzniósł trzy palce i trzymał je zdecydowanie przed papieżem, który zdumiał się jeszcze bardziej. Wtedy papież wsunął rękę do kieszeni swojej sukni i wydobył z niej jabłko. Odźwierny w odpowiedzi włożył rękę do swojej torby i wyciągnął z niej płaski kawałek macy. W tym momencie papież przemówił, ogłaszając werdykt:

– Żydowski reprezentant wygrał debatę. Edykt o wydaleniu jest od tej chwili nieważny.

Zdumieni kardynałowie stłoczyli się wokół papieża w pałacu apostolskim.

– Co się stało, Wasza Świątobliwość? – pytali.

Papież odrzekł:

– Ten człowiek jest błyskotliwym teologiem i mistrzem dysputy. Rozpocząłem przesuwając ręką po niebie, by dać do zrozumienia, że cały wszechświat należy do Boga. On wskazał palcem na dół, by przypomnieć, że istnieje piekło. Następnie wzniosłem jeden palec, by powiedzieć, że Bóg jest jeden. On odwołał się do naszej doktryny o Trójcy Świętej i dał mi do zrozumienia, że  jeden  Bóg jest w trzech osobach. Widząc, że nie pokonam tego teologicznego geniusza, zmieniłem temat. Wyciągnąłem jabłko, by wskazać, że według niektórych nowomodnych poglądów, ziemia jest okrągła. On bez chwili zastanowienia pokazał mi płaski kawałek przaśnego chleba, bo wiadomo, że według Biblii, ziemia jest płaska. Cóż mi więc pozostało? Musiałem przyznać mu zwycięstwo.

W tym samym czasie, w synagodze, zdumieni Żydzi pytali:

– Co się stało?

– To były czyste bzdury – odparł wzburzony odźwierny. – Najpierw papież uczynił ruch ręki, jakby chciał powiedzieć, żeby wszyscy Żydzi wynieśli się z Rzymu. No to ja wskazałem na ziemię, by wiedział, że nigdzie się nie ruszymy. On znowu wyciągnął palec i  pogroził mi, żebym nie był taki zuchwały. No to ja pokazałem mu trzy palce, by wiedział, że jest trzy razy bardziej zuchwały wyrzucając nas z Rzymu. Następnie, widząc, że wyciąga swój posiłek, ja wyciągnąłem swój.

 

 

Brak komentarzy

Zostaw swój komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *