Poranek ze smutkiem

Autor: Aleksandra Uzarska
Wyobraźnia
29 Kwi 2019
Brak komentarzy

Poranki mają swoje nastroje i nieświadomie rozpoznajemy ich humory z taką samą wprawą, z jaką wieloletni małżonkowie poznają swoje kaprysy na rodzinnych przyjęciach, lub prawie obcy sobie lokatorzy wzajemne odgłosy wstawania, czy późnych powrotów. Chociaż niewiele spraw na tym świecie jest na pewno, a większość z nich jest złośliwie płynna i nieprzewidywalna, to jednak czasami zdarza się niektóre rzeczy po prostu wiedzieć i odnajdywać stałość w pozornie nieistotnych aktach. W ten sposób leżąc w ciemności w łóżku, ze spokojem wsłuchujemy się w dobrze znany repertuar westchnięć w przedpokoju, po których następuje miarowy szum wody w umywalce, dwa kaszlnięcia palacza, a w końcu pstryknięcie gaszonego światła i wtedy przez krótki moment można być tak pewnym, jak przy nuceniu dobrze znanej melodii z dzieciństwa.

W ten sam sposób pamiętamy nasze poranki i ich skończony wachlarz zachowań. Wystarczy kilka zamglonych spojrzeń, parę ziewnięć i przeciągnięcie zaspanych nóg, by wiedzieć, w jakim nastroju jest dany dzień. Zdarza się, że mój ranek ma szampański humor, wpuszcza przez okna mnóstwo słońca i ptasi świergot, wybudza delikatnym kołysaniem pełnym troski i dokłada wszelkich starań, by pierwsza kawa była aromatyczna, zawiesista i mocna. Innym razem jednak zrywa mnie tornadem, gdy okazuje się, że przespałam wszystkie budziki, wygania wściekle z łóżka, prosto na jesienny deszcz, nie zostawiwszy nawet chwili na zjedzenie śniadania. Ważne jednak, by się wtedy nie złościć, bo kaprysy wieloletnich towarzyszy należy znosić z pokorą, jako nieodłączny bagaż ich wszystkich zalet.

Kobieta z papierosem Meli Muter współprzeżywa leniwie melancholijny nastrój swojego poranka. Zastajemy ich we wspólnym zamyśleniu przy oknie, przez które wpada ten rodzaj słońca, co wlewa się do pomieszczeń ciepłą, gęstą falą, by spowalniać i hipnotyzować w bezczynne próżniactwo. Kobieta tkwi unieruchomiona w rannym chaosie, który swą obecność zaznacza niedbale zarzucając ubrania na nią i na krzesło w tle. Jej nagość jest nagością dojrzałej kobiety, bezwstydną, pozbawioną znamion pruderii młodych dziewcząt, jednak tym samym obdartą z jakiejkolwiek perwersji, niekokietującą i niewyzywającą. Ciało kobiety jest jednym z tych, które trzeba kochać, aby się nad nim rozczulić, a wyprane z afektu staje się półprzeźroczyste i osadzone poza granicami pożądania.

Twarz postaci jest kontynuacją tej transparentności, której kobietom przybywa z wiekiem. Obojętne spojrzenie bystrych oczu utkwione jest poza obserwatorem, jakby obecność podglądaczy nie była w stanie zmącić spokoju płynącego ze świadomości, że jej ciało już nie porusza. Wiek odznaczył się także w wyżłobieniach i nierównomiernych przebarwieniach na skórze, nadając jej tym samym aurę odległej mądrości, której korzenie sięgają do najdalszych doświadczeń. Nieład na głowie akceptuje z tą samą dojrzałą niedbałością, z jaką pali papierosa, nieskrępowana niepochlebnymi przekonaniami na temat kobiet i palenia, ponieważ w jej wieku pewne rzeczy już można robić bez tłumaczenia się.

Dym z papierosa, chociaż niewidoczny, mógłby być jedynym ruchomym elementem tej sceny, będąc przy tym tak powolnym i regularnym, że ruch jego pozostawałby niemal niezauważalny. Owładnięty spowolnieniem poranka, prawdopodobnie odpływałby na zmianę parę metrów pod sufit, by po chwili jak przypływ wrócić do swojej żarzącej się koncówki.

Kobieta, gdyby zdecydowała się odezwać, miałaby głos zabarwiony szorstką chrypą, której powodów należy doszukiwać się albo w paleniu, albo w przedłużonym milczeniu, przez które gardło pokrywa się gęstym kurzem. Zmywa go łykami zimnej już kawy, która w jej zamyśleniu zdążyła wystygnąć, ona jednak nie należy osób pijących kawę dla smaku, z cukrem i śmietanką, a używa jej raczej jako motoru napędowego dla własnych podróży egzystencjalnych.

Smutek kobiety nie jest jednak romantyczną rozpaczą, nie zrodził się jako owoc nieszczęśliwej miłości, czy tęsknoty za niespełnionymi marzeniami. To melancholia obowiązku, która dopada, kiedy wszystkie inne smutki wypalą swoje płomienie pod wpływem uciekającego czasu, taki smutek codzienny, poranny, tak jak smutny potrafi być chleb z masłem, czy czarna herbata z saszetki. Nie rozrywa od środka, tylko kroczy obok jak niestrudzony kompan, nie przeszkadza, a jedynie budzi ten rodzaj czułości, który rodzi się z przyzwyczajenia. W ciągu dnia nie potrafi dotrzymać kroku i gubi się po drodze, jednak zazwyczaj dogania wieczorem i łapie nas, gdy już jesteśmy sami. Czasem wchodzi też oknem razem z tym leniwym, gęstym słońcem. Kobieta z papierosem dzieli ze smutkiem śniadanie, bo rozumiejąc go tak dobrze, akceptuje jego obecność tak, jak akceptuje się wyuczone na pamięć nawyki bliskich.

 

Brak komentarzy

Zostaw swój komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *