Zło

Autor: Maria Urbańska-Bożek
Idee
01 Wrz 2018
Brak komentarzy

„Nic nie dziej się tak, jak na to liczymy,
ani tak, jak się tego obawiamy”
(Marcel Proust)

 

Emmanuel Levinas okres II Wojny Światowej nazywa symbolicznie – „Rok 1941”. W tym czasie okazało się, że historia nie ma sensu, że nie prowadzi ludzkości ku Królestwu Niebieskiemu. Dziejów historii nie możemy rozpatrywać tak, jak chciał tego Augustyn z Hippony jako pola, na którym toczy się walka dobra ze złem, gdzie zło ma swoje usprawiedliwienie na końcu historii, ponieważ ostatecznie zwycięża dobro. Dla Levinasa żadne zło nie może zostać usprawiedliwione. Czym ono jest? Według Kanta jest odstępstwem od zasady. Z kolei jego adwersarz Jean Nambert mówi, iż jest ono tym, co „niemożliwe do
usprawiedliwienia” (injustifiable). Zło tak nazwane jest tym, które przekracza granice naszej racjonalności, sięga granic rozumu ludzkiego. W obozach śmierci działo się coś, czego usprawiedliwić się nie da, dla czego nie posiadamy racji, co stanowi zaprzeczenie myślenia w ogóle. Jean Améry pisał w Poza winą i karą, że w obozie umysł całkowicie kapitulował,
wykazywał swoją nieprzydatność i brak kompetencji, nie spełniał swoich zadań, lecz jednak nadawał się do autonegacji. Nie było bowiem tak, że intelekt myślenia zaprzestawał, o nie, on myślał nieustannie, jednak używał go tylko w jednym celu, aby negować siebie samego, natrafiając na każdym kroku na nieprzekraczalne granice własnego myślenia: „Przy tej okazji pękały osie jego tradycyjnych systemów odniesienia. Piękno było tylko złudzeniem. Poznanie okazywało się igraniem pojęciami. Śmierć otulała się w całą swoją niepoznawalność”.

W powieści Słowa Jean-Paul Sartre napisał, że potrzebował 30. lat, aby pozbyć się myślenia w kategoriach filozoficznego idealizmu. Jeanowi Améry’emu, jak wyznaje w swojej książce, wystarczyło kilka tygodni w Auschwitz. Dla Améry’ego, podobnie jak dla Levinasa, zło nie jest czymś abstrakcyjnym, lecz czymś zindywidualizowanym, ono posiada twarz konkretnego człowieka. Nie jest ani absolutne, ani banalne, jak widziała je Hanna Arendt. Eichmann był konkretnym człowiekiem znanym z imienia i nazwiska, być może nie zbyt elokwentnym i inteligentnym, a jedynie skrupulatnym urzędnikiem, którego nie imała się żadna refleksja, podporządkowanym normie, zasadzie, partii i Fürerowi, ale to go nie zwalniało od winy i nie usprawiedliwiało, jak i niczego nie tłumaczyło tym, którzy swego czasu trafili do obozów śmierci. Rzeczywistość przerosła słowa i idee. Z tej racji człowiek nie powinien w swoim życiu opierać się tylko na rozumie i ufać mu bezgranicznie. Istnieje potrzeba odwołania się nie tyle do wyższej, co do innej kategorii instancji poznawczej, jak doświadczenie, wiara, intuicja, wczucie, zmysł obserwacji, zdrowy rozsądek, w celu
zreflektowania się i skonfrontowania rzeczywistości z ideami i nabrania pewności, czy aby nie dojdzie do przerostu wyobraźni nad rzeczywistością. Otóż rozum nie jedno nosi imię, a i serce ma swoje rozumy…

Brak komentarzy

Zostaw swój komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *