O wpływie sztuki na człowieka
Platon najchętniej wyrzuciłby z miasta artystów tworzących sztukę niepokojącą ludzi. Wtedy nazywano takich artystów „poetami tragicznymi”. W „Republice” jednoznacznie stwierdził, że nie wolno wystawiać wrażliwej duszy na działanie brzydoty, a w usta Sokratesa włożył słowa wykluczające obecność artystów tragicznych w idealnym mieście. To nie znaczy, że tacy artyści byliby prześladowani czy cenzurowani. Zwyczajnie nie zaistnieliby, gdyż nie byłoby na nich żadnego zapotrzebowania.
Między sztuką a społecznością istnieje sprzężenie zwrotne: sztuka zarazem wpływa na społeczeństwo i je odzwierciedla. Jaki z tego wniosek? W platońskiej myśli odpowiedzialne budowanie społeczeństwa wyklucza wolność sztuki. Dotyczy to każdej sztuki, również muzyki, nadzwyczaj silnie oddziałującej na człowieka. W filozofii platońskiej sztuka powinna być harmonijna, bo bez harmonii nie ma piękna, a bez piękna nie ma sztuki. Patrząc na stosunek współczesnych artystów do harmonii, to większość z nich nie miałaby miejsca w platońskim, idealnym świecie. Platon raczej też nie odnalazłby się w naszym świecie, gdzie najwyżej ceni się oryginalność, przykuwającą uwagę widzów i słuchaczy. Dzisiaj wszyscy ze wszystkimi walczą o ludzką uwagę.
W dwudziestym wieku Andre Malraux lansował ideę dostępności sztuki dla wszystkich. Jako minister kultury Francji zrobił wiele, by francuskie muzea honorowały dzieła sztuki pochodzące nawet z najdalszych zakątków świata. Ta idea ma jednak swoją ciemną stronę, ponieważ eksponuje arbitralnie wybrane formy artystyczne i pośrednio zachęca do grabieży dzieł sztuki w imię wzniosłej idei uniwersalnego piękna. Przecież wiele dzieł sztuki służyło rozmaitym ludom do ceremonii religijnych, a umieszczając je w muzeach pozbawiano je sakralności. W dodatku taka działalność zwykle służyła politycznej propagandzie. Sztuka z władzą (jakąkolwiek) zawsze tworzy niebezpieczne związki. Malraux, zanim został najsłynniejszym ministrem kultury Francji, prowadził burzliwe życie. Zrujnowany, wyjechał do Kambodży i skradł płaskorzeźby ze świątyni Banteay Srei. Zatrzymany i skazany na pięć lat więzienia, odwołał się od wyroku. Po apelacji kara została zredukowana do dwóch lat, a sąd kasacyjny skasował ten zredukowany wyrok. Malraux nawet jednego dnia nie spędził w więzieniu(!) Ten epizod skłania do refleksji…. Ile dzieł sztuki, podziwianych w zachodnich muzeach, pochodzi z grabieży?
Żyjący w dziewiętnastym wieku William Morris również chciał upowszechnić dostęp do sztuki, ale zupełnie inaczej niż Malraux. Sam przedstawiał się jako rzemieślnik i całe swoje życie poświęcił sztukom dekoracyjnym. Związał się z Prerafaelitami, którzy odrzucili wszelki akademizm w sztuce, ponieważ oddala człowieka od natury. Rafael Santi do końca dziewiętnastego wieku był uważany za największego malarza w historii, a jego „Madonna Sykstyńska” za najważniejszy obraz – punkt odniesienia dla wszystkich malarzy. Sytuacja uległa zmianie w 1911 roku, gdy ze zbiorów Luwru skradziono „Mona Lisę”. Obraz Leonarda da Vinci, odnaleziony po dwóch latach, stał się ikoną malarstwa dzięki kryminalnej reklamie.
Morris alergicznie reagował na sztukę industrialną. Uważał, że społeczeństwo przemysłowe stworzyło brzydotę, która oddala człowieka od natury i niszczy jego ducha. Zbawienia upatrywał w twórczości artystycznej, ale tylko takiej, która jest w harmonii z naturą. Wtedy każdy człowiek może odkryć w sobie artystyczny talent i poprzez praktykę stać się prawdziwym artystą. Archetypem „artystycznej społeczności” byli dla niego budowniczowie średniowiecznych katedr, którzy wcale nie troszczyli się o uwiecznienie własnych imion, ale wyłącznie o tworzenie harmonijnego piękna. Najwyższą nagrodą nie była sława ani pieniądze, lecz uczestnictwo w akcie tworzenia zachwycającego piękna. Prerafaelici byli zafascynowani sztuką gotyku i wczesnego renesansu.
Współcześnie, Banksy i Elena Ferrante przypominają budowniczych katedr. Ich dzieła, to nie budynki, ale odpowiednio: street art oraz literatura. Uwielbiani na całym świecie robią wszystko, by zachować anonimowość. Czynią to skutecznie. Ferrante powiedziała (lub powiedział) w wywiadzie (udzielonym rzecz jasna anonimowo), że bez anonimowości nie umiałaby (lub umiał) tworzyć. Ta twórczość zyskała tak wielkie uznanie, że w tym roku tygodnik „Time” uznał jej „Genialną przyjaciółkę” za najlepszą powieść dwudziestego pierwszego wieku.
Niestety, sztuka w każdej dziedzinie: od muzyki przez sztuki plastyczne aż po literaturę, staje się coraz trudniejsza, bardziej elitarna, wymagająca specjalistycznego przygotowania, by z niej korzystać, a tym bardziej, by w niej uczestniczyć. Wystarczy porównać choćby dzieła Vivaldiego i Pendereckiego…
Współczesny Morrisowi Victor Hugo uczynił katedrę Notre-Dame w Paryżu bohaterką jednej ze swoich najważniejszych powieści. Był przekonany, że sztuka powinna służyć czemuś większemu – zmieniać i doskonalić społeczeństwo. W wieku dwudziestu dwóch lat opublikował tekst, w którym udowadniał, że każdy pisarz powinien być użyteczny. Wtedy był monarchistą, tak został wychowany, więc głosił, iż użyteczność w pierwszej kolejności powinna być przydatna monarchii. Wydawało mu się, że to co jest korzystne dla monarchii będzie również korzystne dla społeczeństwa. Kilka lat później był już zdeklarowanym liberałem i wrogiem wszelkiej władzy absolutnej, co spowodowało jego wieloletnie wygnanie z Francji przez cesarza Napoleona III. Wykorzystał ten czas na stworzenie swojego najważniejszego dzieła – „Nędzników”.
Sztuka stanowiła główną treść życia Hugo, niemniej potrafił przyjaźnić się z człowiekiem, który miał diametralnie odmienny pogląd na rolę sztuki w społeczeństwie. Nazywał się Teofil Gautier. Był jedynym wielkim dziewiętnastowiecznym pisarzem, który w ogóle nie był zaangażowany w jakąkolwiek sprawę. Głosił sztukę dla sztuki. Nigdy nie naraził się żadnej władzy. Szczególną wdzięcznością darzył Napoleona III, gdyż zapewnił mu środki do życia oferując posadę bibliotekarza w cesarskiej bibliotece. Po upadku cesarstwa, w czasie Komuny paryskiej, oburzał się na okrucieństwo Prusaków i komunardów. W jego tekstach z tego okresu znajdziemy wiele opisów zniszczonych dzieł sztuki, ale ANI JEDNEGO opisu zabitych lub poranionych ludzi. Z przejęciem wspominał okaleczone posągi, które patrzą swoimi białymi oczami na ludzkie barbarzyństwo, jakby w ten sposób wyrażały swoją wyższość nad ludźmi.
W „Kapitanie Fracasse”, swoim najsłynniejszym dziele, Gautier opisuje perypetie zubożałego gaskońskiego szlachcica, barona de Sigognac, który dołącza do teatralnej trupy, by dotrzeć na królewski dwór i uzyskać sprawiedliwość dla siebie. Powieść ukazuje potęgę działalności artystycznej: de Sigognac przeobraża się z samotnika i malkontenta w człowieka zakochanego i spełnionego artystę – aktora teatralnego. Traci tę aurę szczęścia, gdy odzyskuje majątek i staje się typowym, nudnym bogaczem.
Twórcy i teoretycy sztuki różnili się i nadal różnią w opisie relacji sztuki i społeczeństwa. Wszyscy jednak są zgodni, że sztuka nawet wtedy, gdy jest tworzona tylko dla sztuki, zmienia człowieka, jeśli ten rzeczywiście szuka tego co istotne w życiu. Nie może być inaczej, skoro właśnie sztuka najlepiej odzwierciedla istotę rzeczy.
Obraz: Jean-François Raffaëlli „Notre-Dame vu du quai de la Tournelle”