O fenomenie ludzkiej mowy
Mowa jest iluzją. Słyszymy ją jako ciąg oddzielnych słów, w którym jedno słowo płynnie przechodzi w następne. W odróżnieniu od białych spacji między słowami pisanymi, między słowami mówionymi nie ma krótkich chwil ciszy. Staje się to oczywiste, kiedy słuchamy mowy w obcym języku: nie sposób określić, gdzie kończy się jedno słowo i zaczyna następne. Tak jest z każdym językiem, bo każdy język jest dla kogoś obcy. Mimo to, nawet najbardziej odmienne języki mają więcej podobieństw niż różnic(!) Chomsky, badając „anatomię języków”, stwierdził, iż składający wizytę na Ziemi naukowiec z Marsa z pewnością doszedłby do wniosku, że jeśli nie liczyć słownictwa, Ziemianie mówią jednym językiem.
Mowa jest czymś znacznie większym niż słowa. Ludzie wykorzystują oczekiwania niezbędne do udanej rozmowy, aby zagrzebać swoje prawdziwe intencje w ukrytych warstwach znaczeniowych. Komunikacja międzyludzka to nie jest przekaz informacji jak między dwoma maszynami, lecz naprzemienna sekwencja zachowań przebiegłych, wrażliwych i przewidujących. Wkładając ludziom w uszy słowa, wywieramy na nich wpływ i ujawniamy swoje intencje – czyste lub nieczyste – tak samo skutecznie, jak byśmy ich dotykali. Swój najdobitniejszy wyraz znajduje w pokrętnych odstępstwach od zwyczajnego sposobu mówienia, które w każdym społeczeństwie nazywa się grzecznością. Stwierdzenie „Zastanawiam się, czy mógłbyś mnie odwieźć na lotnisko” zawiera wiele niespójności. Po co mnie informujesz o treści swoich wewnętrznych dywagacji? Dlaczego analizujesz moje kompetencje do odwiezienia cię na lotnisko? Prawdziwą intencję – „Zawieź mnie na lotnisko” – łatwo oczywiście wywnioskować, ale ponieważ nie została wyrażona wprost, twoja wypowiedź zostawia mi możliwość odmowy. Żaden z nas nie musi żyć z zagrażającymi reputacji nas obu konsekwencjami wydania przez ciebie polecenia, u którego podstaw leży założenie, że możesz wymusić na mnie posłuszeństwo. Celowe naruszenia norm konwersacyjnych uruchamiają wiele mniej przyziemnych form niedosłowności, takich jak ironia, humor, metafora, sarkazm i przede wszystkim poezja.
Na świecie istnieje obecnie około sześciu tysięcy języków. Natomiast pismo wynaleziono może kilkanaście razy, a pismo alfabetyczne, w którym jeden znak odpowiada jednemu dźwiękowi, najprawdopodobniej tylko raz. Większość społeczeństw nie dysponowała językiem pisanym, a te, które go miały, odziedziczyły go lub zapożyczyły od któregoś z tych nielicznych wynalazców. Dzięki temu, że słowa zostały zapisane wiemy o istnieniu wielu języków, a w dwudziestym wieku udało się dokonać czegoś nadzwyczajnego: ożywiono język hebrajski, który przez wieki był językiem martwym, tak jak obecnie łacina. Niestety, języki wymierają. Językoznawca Michael Krauss przewidywał jakiś czas temu, że w najbliższym stuleciu wymarcie grozi od 3600 do 5400 języków, czyli zagrożonych jest aż 90 procent wszystkich języków świata(!)
Powszechne wymieranie języków przypomina obecnie masowe wymieranie gatunków roślin i zwierząt. Przyczyny się pokrywają. Języki zanikają w wyniku niszczenia siedlisk ich użytkowników, a także w wyniku ludobójstwa, przymusowej asymilacji i asymilacyjnej edukacji, zalewu demograficznego oraz bombardowania przez media elektroniczne, które Krauss nazwał kulturowym gazem paraliżującym. Skutki zaniku innych języków można złagodzić, przechowując ich gramatyki, leksykony, teksty i nagrane próbki mowy oraz dając etaty rdzennym użytkownikom danego języka.
Tak jak nie możemy uratować wszystkich gatunków roślin i zwierząt, tak też nie możemy uratować każdego języka i być może nie powinniśmy do tego dążyć. Pojawiają się tutaj skomplikowane kwestie moralne i praktyczne. Różnice językowe mogą być źródłem śmiercionośnych podziałów. A jeśli jakieś pokolenie zdecyduje się przejść na język większości, który obiecuje awans ekonomiczny i społeczny, to czy jakaś zewnętrzna grupa ma prawo je zmuszać do pielęgnowania dotychczas używanego języka, bo jego uratowanie uważa za wskazane? Jednak w wielu przypadkach można i należy temu zapobiegać. Dla antropologii języki są śladami historii i geografii człowieka, a wyginięcie jakiegoś języka (na przykład ajnoskiego, dawniej używanego w Japonii przez tajemniczy lud Ajnów) może przypominać spłonięcie biblioteki z dokumentami historycznymi. Krauss ujął to metaforycznie: „Każdy język jest najwyższym osiągnięciem niepowtarzalnie ludzkiego geniuszu zbiorowego, tak samo boską i nieskończoną tajemnicą jak żywy organizm”.
Sztuczna inteligencja coraz lepiej posługuje się językiem, choć na pewno nie jest żywym organizmem.
Ludzie od stuleci żyją w strachu przed tym, że zaprojektowane przez nich twory przechytrzą ich, obezwładnią lub pozbawią pracy. Strach ten od dawna znajduje odzwierciedlenie w literaturze, od średniowiecznej żydowskiej legendy o Golemie, glinianym automacie ożywionym przez umieszczony w jego ustach pergamin z napisem „Emet” (prawda), po HAL-a, zbuntowany komputer z „2001: Odysei kosmicznej”. Ale kiedy w latach pięćdziesiątych narodziła się gałąź inżynierii zwana sztuczną inteligencją, powstało wrażenie, że świat literackiej fikcji zamienił się w przerażający fakt. Łatwo zaakceptować komputer obliczający liczbę pi z dokładnością do miliona miejsc po przecinku lub układający plan zajęć nauczycieli i uczniów. Ale komputery nagle zaczęły pisać wiersze, udowadniać twierdzenia logiki i grać w szachy(!) Później pojawił się komputer, który pokonał Kasparowa – szachowego mistrza świata oraz programy, które przewyższały większość ekspertów w tak odmiennych dziedzinach jak infekcje bakteryjne oraz inwestycje funduszy emerytalnych. Wydawało się, że skoro komputery potrafią rozwiązać tak skomplikowane zadania, to jest tylko kwestią czasu, kiedy Terminatora będzie można zamówić z katalogu wysyłkowego, bo do jego zaprogramowania zostały już tylko łatwe zadania. Najważniejsza lekcja, jaka płynie z kilkudziesięciu lat badań nad sztuczną inteligencją, brzmi, że w tej dziedzinie trudne problemy są łatwe, a łatwe problemy są niezwykle trudne. Zdolności umysłowe czterolatka, które są dla nas oczywiste, takie jak rozpoznawanie twarzy i wkładanie pantofli w rzeczywistości rozwiązują jedne z najtrudniejszych problemów inżynieryjnych, jakie kiedykolwiek wymyślono. Jeśli chcecie zdezorientować system sztucznej inteligencji, zadajcie mu pytania w rodzaju: Co jest większe: Warszawa czy pomidor? Czy żyrafy chodzą w bikini? Kiedy przeczytacie lub usłyszycie jej odpowiedzi, zapewniam was, poczujecie się dowartościowani intelektualnie. Nie popadajcie jednak w euforię! Czterolatek też odpowiedziałby na te pytania bardziej błyskotliwie niż system sztucznej inteligencji(!) Dlaczego? Otóż część pamięciowa jest łatwa dla komputerów i trudna dla ludzi, natomiast część decyzyjna zwykle jest łatwa dla ludzi i trudna dla komputerów.
Sztuczna inteligencja już jest z nami, tak jak energia atomowa. Od ludzi zależy, co z tego wyniknie. Jak ulał pasują tu słowa George’a Bernarda Shaw: „W życiu są dwie tragedie: pierwsza to nie mieć tego, czego pragnie serce, a druga to mieć.”
Obraz: William Barak „Figures in possum skin cloaks”