Pogoda dla szczęściarzy: Z dziećmi nie można się nudzić
To był długi dzień, chociaż listopadowy. Właściciel ogrzewanej szklarni ma zapewnioną pracę przez wszystkie dni roku. Tego dnia zaczął się zbiór sałaty, wyjątkowo udany, więc Jacek wracał do domu zmordowany i zadowolony. Na ganku zdjął buty, by nie zabłocić domu i na palcach zakradł się do drzwi kuchni. Lubił zaskakiwać swoją żonę, a ona lubiła być zaskakiwana, chociaż wpadanie męża do domu o różnych porach dnia dawno przestało być dla niej zaskakujące. To był ich rytuał. Mieli więcej tajemnych rytuałów, które ich uszczęśliwiały. Do nich należały wspólne posiłki oraz kładzenie dzieci do łóżka. Jacek często powtarzał: „Nie wiedziałem kochanie, że można być tak szczęśliwym”, a Jola odpowiadała zawsze tak samo: „Jak widzisz misiu, można”. Tym razem nie zauważyła obecności męża w przedpokoju. Jej mama siedziała przy stole pogrążona w myślach. Ostatnio często u nich bywała. Coś popsuło się w jej małżeństwie i unikała swojego męża.
Przez uchylone drzwi Jacek przyglądał się swojej żonie. Był to dla niego nadzwyczaj miły widok. Ciąża, choć już mocno zaawansowana, służyła jej, jakby była stworzona do rodzenia dzieci. Często jej to powtarzał. A ona odpowiadała mu, by spróbował chociaż jeden raz być w ciąży. Przekonałby się wtedy, jak to jest być stworzonym do rodzenia dzieci. To żartobliwe przekomarzanie się było ich kolejnym rytuałem. Ciszę przerwała teściowa:
— Jak mógł to zrobić?! W głowie mi się to nie mieści! – Jacek spodziewał się kolejnej skargi na swojego teścia. To, co usłyszał, wprawiło go w osłupienie. – Nawet pięciu lat nie jesteście jeszcze małżeństwem, a ty już trzeci raz w ciąży?! Dzieciorób z tego twojego. Stałaś się jego niewolnicą.
— Niewolnicą?! Co ty wygadujesz?! Od kiedy to niewolnica podejmuje większość decyzji w domu?
— Pocieszaj się! Tak mu jest wygodnie! Przecież to widać, że nie lubi siedzieć w domu. Ucieka z niego, kiedy tylko może. A ty jesteś kurę domową.
Jola ciężko opadła na krzesło i utkwiła w mamie zdumione spojrzenie.
— Mamo! Przestań! Kiedyś kłóciłaś się ze mną, że handluję na targach. Nazywałaś mnie babochłopem. Mam zastąpić Jacka w szklarni, a on mnie w domu? To chyba nie najlepszy pomysł. O co ci chodzi? To przez to, że z tatą ci się nie układa?
Twarz Matyjowej pokrył się pąsowym rumieńcem.
— To nie ma nic do rzeczy! – zaprzeczyła i na chwilę zamilkła. – No może trochę. Dzięki temu wiem, o czym mówię. Nie bądź naiwna! Twój Jacuś też pokaże kiedyś swój prawdziwy charakter. Myślisz, że złapałaś Boga za nogi. Mylisz się!
— Skąd wiesz co myślę?! – wybuchła Jola. Głos jej drżał tak samo jak ręce. – Wylewasz na mnie swoją żółć i czepiasz się nawet Jacka. Co mu zarzucasz? Że pracuje od rana do nocy? Kto potępia człowieka harującego na utrzymanie swojej rodziny ogień będzie jadł w piekle.
— Mnie masz na myśli? – zaperzyła się teściowa.
— A kogo innego? – spytał Jacek i wszedł do kuchni.
Jola poczerwieniała, a mama zbladła.
— Długo tu stałeś? – spytała Jola.
— Wystarczająco.
— Chyba nic tu po mnie – powiedziała Matyjowa i ruszyła do wyjścia. Córka próbowała ją zatrzymać, ale bezskutecznie. Matka bez słowa zatrzasnęła za sobą drzwi.
Jola i Jacek usiedli przy stole i zapadli się w milczenie.
— Niezłe ziółko z tej twojej mamy – odezwał się wreszcie Jacek.
— Ziółko?! Moją mamę nazywasz ziółkiem? A jak nazwiemy twoją?! – Jola odpowiedziała atakiem, po raz pierwszy od wielu lat.
— O co ci chodzi? – Jacek przyglądał się żonie zdezorientowany.
Zanosiło się na pierwszą kłótnię w ich małżeństwie. Jola zamierzała już odpowiedzieć, co myśli o jego mamie, gdy rozległ się wrzask w pokoju dzieci. Jacek zerwał się z krzesła i pobiegł na piętro. Odetchnął z ulgą, bo nie dostrzegł żadnej katastrofy. Mimo to trzyletni Kamil zanosił się płaczem.
— Laura? Co znowu mu zrobiłaś? – spytał znużonym głosem.
— Ja?! Absolutnie nic, tatusiu!
— To dlaczego on tak wyje? Pogódźcie się. Podaj rękę swojemu braciszkowi. Nie masz innego. Chcesz, żeby już nie chciał bawić się z tobą?
Dziewczynka pokręciła głową.
— Tego nie chcę… Ale może będę miała innego braciszka? – Po chwili namysłu dodała: –Wolałabym jednak siostrzyczkę. Chłopcy wcale nie potrafią się bawić. Możesz mi to załatwić, tatusiu? Proszę!
Jacek roześmiał się zupełnie udobruchany. Wobec córki był bezbronny.
— Chętnie! Ale to wcale nie zależy ode mnie.
— Właśnie, że od ciebie! I to wyłącznie! Kolacja na stole! – krzyknęła z dołu Jola. Stała przy schodach i przysłuchiwała się rozmowie męża z dziećmi. Nie omijała żadnej okazji ku temu. Sprawiało jej to wielką przyjemność.
Jacek jadł zapiekankę z apetytem, a dzieci z narzekaniem. Twierdziły, że zapiekanka jest znowu oszukiwana, bo za dużo w niej warzyw. Przestały narzekać dopiero wtedy, gdy tata obiecał, że jeśli wszystko zjedzą, to odpowie im na każde pytanie.
Laura triumfalnie odsunęła od siebie pusty talerz i poganiała brata. Jego policzki, wypchane zapiekanką, świadczyły, że przeżywa mękę. Wreszcie skończył. Laura zwróciła swoje wielkie, zielone oczy na tatę. Jacek tego nie widział, bo rozmowa z żoną o wyborach prezydenckich, które miały się odbyć nazajutrz, całkowicie go pochłonęła. Zniecierpliwiona dziewczynka podniosła rękę. Rodzice spojrzeli na nią zdumieni. Dziewczynka ciągle ich zaskakiwała.
— Dlaczego podnosisz rękę? – spytał tata.
— O czymś zapomniałeś!
Jacek wzrokiem szukał pomocy u Joli, ale ona odpowiedziała mu tylko uśmiechem i wzruszeniem ramion.
— Zapomniałem? Co zapomniałem?
— Obiecałeś odpowiedzieć na każde pytanie, jeśli tylko zjemy całą zapiekankę. Chyba nie zauważyłeś, że właśnie zjedliśmy.
— No tak, rzeczywiście. Co to za pytanie?
— Już dawno chciałam o to spytać… Skąd się biorą dzieci?
— Co takiego?! – Jacek spojrzał na żonę. Parsknęła śmiechem. – Nie pytałaś mamy?
— Pewnie, że pytałam, ale chyba nie wie. Powiedziała, żebym spytała taty.
— Nie wie?! Wie, wie. Bo skąd byś się wzięła?
— Nie wykręcaj się! Obiecałeś! Mama może potwierdzić. Potwierdzisz? – zwróciła się do mamy. Jola bawiła się świetnie. Dłońmi ocierała łzy z oczu, a że od śmiechu nie mogła mówić, więc tylko skinęła głową.
Jacek grał na zwłokę. Pierwszy objaw zniecierpliwienia Laury natychmiast otworzył mu usta.
— Bo to jest tak…
— No właśnie jak?
— Przecież wiesz … — Słowa Jacka zabrzmiały jak jęk rozpaczy. Szukał wzrokiem pomocy u Joli, lecz ona tym razem chciała być tylko widzem. Aż do tej chwili to ona musiała odpowiadać na tysiące pytań Laury, gdy tymczasem Jackowi wystarczała znajomość odpowiedzi na jedno tylko pytanie: „Gdzie jest mama?” Skoro jest taki mądry, jak myśli, to niech wytłumaczy teraz ich mądrali, skąd się biorą dzieci. Spojrzeniem powiedziała to mężowi. Zrozumiał. Westchnął i powtórzył: – Przecież wiesz… Mama urodziła ciebie, Kamila też i za kilka tygodni urodzi braciszka, a może siostrzyczkę. Przez dziewięć miesięcy mieszkałaś w jej brzuszku… – Spojrzał z wyrzutem na żonę. – Wtedy też był taki duży, to znaczy piękny jak teraz, a później wyszłaś na zewnątrz.
Laura zacisnęła wargi, okazując niezadowolenie.
— To wie każde małe dziecko. Ale jak weszłam do środka? – syknęła.
— Po prostu… Mamusia dała trochę z siebie, tatuś zrobił tak samo i tak weszłaś do środka.
— Ale jak?! Nic nie pamiętam. – Przyjrzała się uważniej twarzy taty. – Ty też nie wiesz. Tylko udajesz mądrego! Wcale nie umiesz odpowiedzieć na wszystkie pytania.
Jacek kiwnął głową.
— Zgadza się. A teraz myć się i do łóżek. Jest już późno – powiedział i zerwał się z krzesła jak do pożaru.
— Wcale nie jest późno! – Laura oskarżycielsko wyciągnęła palec w stronę zegara ściennego, który pokazywał siódmą trzydzieści pięć. Dziewczynka nauczyła się czytać godziny na zegarze nie wiadomo, kiedy.
— Grzeczne dzieci są już w łóżkach – perswadował Jacek.
— My już jesteśmy grzeczni! Sam tak mówiłaś! Tego też nie pamiętasz? Nie chce nam się spać! – Laura i Kamil przekrzykiwali się. W jednej chwili stali się sojusznikami.
Jola pozwoliła im się wywrzeszczeć i oświadczyła ze stoickim spokojem:
— A ja chciałabym gwiazdkę z nieba.
— Mamo, nie pyskuj! – Laura zeskoczyła z krzesła i chwyciła się pod boki.
— Ja pyskuję?! – spytała Jola z trudem hamując śmiech.
— Tak! Powiedziałaś: chciałabym gwiazdkę z nieba.
— I co z tego?
— Tak właśnie się pyskuje. Rozumiem! Jestem dzieckiem i muszę wcześnie iść spać.
Po tej deklaracji dzieci zgodnie pomaszerowały do łazienki. Wykąpane, w świeżych piżamach wskoczyły do swoich łóżek. Czekały na rodziców i wieczorną opowieść mamy. Tata oparł się o ścianę (mówił, że tak lubi, bo widzi wszystkich naraz), a mama usiadła na łóżku Kamila. Laura natychmiast do nich dołączyła. Dzieci wtuliły się do mamy z obu stron i skryły pod jej ramionami.
— Jak kwoczka z kurczakami – roześmiał się tata.
Jola zrobiła groźna minę na niby i spytała:
— O czym mam wam dzisiaj opowiedzieć? – Kamil spojrzał na siostrę, a Laura bez wahania zażądała opowieści o sprytnej dziewczynie. – Jeszcze wam się nie znudziła? – zdziwiła się mama.
— Ona jest super! Nigdy mi się nie znudzi! – oświadczyła Laura, a Kamil na pytające spojrzenie mamy odpowiedział tylko „no”.
— No dobrze. Niech będzie. – Jola mocniej przytuliła do siebie dzieci i zaczęła opowieść. – Pewien ubogi rybak zadłużył się u bogacza, który słynął z wielkiego majątku, wyjątkowo paskudnego wyglądu i jeszcze gorszego charakteru. Rybak nie mógł zwrócić długu, więc bogacz żądał, by oddał mu jego jedyną córkę za żonę, jeśli nie chce znaleźć się w więzieniu. Dziewczyna, najpiękniejsza i najsympatyczniejsza w całej osadzie, przeraziła się i przy innych błagała bogacza o litość. Zakłopotany prośbą, po namyśle, ogłosił wieśniakom, że o wszystkim rozstrzygnie ślepy los. Wrzucą do worka dwa kamienie: biały i czarny. Jeżeli dziewczyna wyciągnie z torby czarny kamień, to zostanie jego żoną i dług będzie anulowany, gdy wyciągnie biały, wtedy nie będzie jego żoną, a dług również zostanie anulowany. Natomiast gdyby odmówiła wyciągnięcia z torby kamienia, wtedy jej ojciec znajdzie się w więzieniu. Bogacz był oszustem i włożył do worka dwa czarne kamienie. Jednak dziewczyna była bystra i zauważyła to. Co mogła zrobić? Mogła odmówić wyjęcia kamienia, lecz wtedy jej ojciec zostałby uwięziony. Mogła wyciągnąć dwa kamienie i udowodnić oszustwo, a wtedy zemsta bogacza byłaby nieunikniona. Mogła wreszcie poddać się losowi i oszukując samą siebie udawać, że niczego podejrzanego nie zauważyła. Sytuacja wydawała się beznadziejna dla ojca, lecz nie dla córki. Sięgnęła do worka i upuściła kamień na brzeg morza, gdzie było pełno czarnych i białych kamieni. Dziewczyna udała zakłopotanie i krzyknęła: „Co za niezdara ze mnie! Wiem, co zrobimy. Wyciągnę z worka pozostały kamień i w ten sposób dowiemy się, który kamień wyjęłam jako pierwszy.” Gdy wyjęła z worka czarny kamień… – Jola zawiesiła głos i spojrzała na Laura, a ona dokończyła za nią:
— Bogacz wpadł w furię, bo musiał zostawić dziewczynę w spokoju. Ale spryciara! Opowiedz coś jeszcze!
— Umówiliśmy się, że co wieczór będzie jedno opowiadanie. Pamiętasz?
— Niby tak – niechętnie zgodziła się Laura. Zeskoczyła z łóżka i przyniosła z regału książkę. – No to nie opowiadaj, tylko nam coś przeczytaj.
— Spryciara to ty jesteś – wtrącił się Jacek. – Nie widzisz, że mama jest już zmęczona?
Laura spojrzała badawczo na tatę i zrozumiała, że on też nie będzie chciał czytać.
— No ja wam przeczytam bajkę o królewnie Śnieżce.
Rodzice wymienili zdumione spojrzenia. Kiedy ich córka nauczyła się czytać?! To też im umknęło? Słuchali z rosnącym zdumieniem, bo Laura czytała bez zająknięcia. Kiedy Śnieżka się obudziła, Laura odłożyła książkę na ławę. Jacek sięgnął po nią.
— A to dopiero! – krzyknął. – To nie jest Królewna Śnieżka, tylko Kubuś Puchatek!
Wybuchli śmiechem.
— To ci dopiero komediantka – powiedziała Jola ocierając łzy śmiechu. Zwykle tak się śmiała.
— Ma to po tobie! – zauważył Jacek. Patrzył na córkę z dumą i czułością. – Masz niesamowitą pamięć córeczko. Będziesz dobrze uczyła się w szkole.
— W szkole?! Nie chcę iść do szkoły. Tam jest strasznie nudno.
— Coś takiego! – zdumiał się tata. – Kto ci to powiedział?
— Wiem i koniec.
— Jaki koniec? To dopiero początek. W szkole nauczysz się myśleć.
— Już to potrafię! Wątpisz? — spytała z rozdrażnieniem.
— Absolutnie nie! – pośpiesznie zaprzeczył tata i z niewinnym uśmiechem dodał: – Ale zawsze można nauczyć się lepiej myśleć.
Dziewczynka zmarszczyła nosek.
— Ale po co?!
— Jak to po co?
— Nie wystarczy dobrze? – spytała rezolutnie. – W domu też można lepiej myśleć.
— Można, ale musisz mieć porównanie z innymi.
— Ale po co? – dociekała.
— Aby się przekonać, że nikt nie ma całej racji.
— Nikt?! Ty też?
— Oczywiście! – skwapliwie zapewnił tata.
Laura kiwnęła głową i spojrzała na tatę z politowaniem.
— Coś mi się wydaje, że co do szkoły to zupełnie nie masz racji.
— W szkole będziesz miała nowe koleżanki, kolegów też będziesz miała – z desperacją przekonywał tata.
— Ale ja bardzo lubię bawić się z Alą, Julką i Kaśką. Jaśka też lubię, chociaż trochę mniej. Będzie im smutno, jak będę miała nowe koleżanki.
Jacek zastanowił się chwilę i sięgnął po kartkę i kredkę. Przybory do malowania i rysowania walały się po całym domu. Narysował cztery koła jak tarczę strzelniczą – większe zawierały w sobie mniejsze. Oddał kredkę Laurze i poprosił, by narysowała w najmniejszym kręgu to, co chciałaby osiągnąć następnego dnia, gdy się już obudzi, w większym to, co chciałaby osiągnąć w ciągu miesiąca, w trzecim to, co chciałaby zdobyć w ciągu całego roku, a w największym to, co chciałaby osiągnąć w całym swoim życiu.
Laura wydęła wargi.
— Nic z tego nie rozumiem. To jest głupie! Jak dziewczynka w moim wieku może wiedzieć, co chce robić w życiu?
Po chwili wahania, narysowała w każdym kręgu słońce.
Tata kiwał głową z zadowoleniem.
— Cieszę się, że udało mi się ciebie przekonać.
Laura wzruszyła ramionami
— Wcale mnie nie przekonałeś.
— Jak to nie? Nie zgadzasz się ze mną?
— Nie chciałam zrobić ci przykrości.
— Naprawdę? A dlaczego wszędzie narysowałaś słońce?
— Bo lubię słońce! A dzisiaj w ogóle się nie pokazało. Dlaczego kazałeś mi to rysować?
— Próbowałem ci powiedzieć, że nie ma różnicy między jednym naszym dniem a całym naszym życiem. Jeśli coś będzie ważne dla ciebie przez cały dzień, będzie dla ciebie również ważne przez całe życie.
— Tylko dlatego?! To nie mogłeś mi to po prostu powiedzieć?
— Poddaję się. – Tata roześmiał się, ale natychmiast umilkł, gdy Jola ruchem głowy wskazała na Kamila. Chłopczyk spał i uśmiechał się przez sen. Laura przecierała oczy i bez protestu przeniosła się do swojego łóżka. Rodzice poprawili ich kołderki, pocałowali na dobranoc, zgasili światło i wyszli.
— Uf! Nareszcie mamy chwilę dla siebie – szepnęła Jola, gdy zeszli do salonu.
Zabrzęczał dzwonek do drzwi.
— Co za diabeł tłucze się o tej porze?! – wymamrotał Jacek i rozdrażniony ruszył do drzwi. Wrócił uśmiechnięty. – Nie zgadniesz, kto nas odwiedził – powiedział podekscytowany, a zza jego pleców wyłonił się Piotrek.
— Ty tutaj?! – wykrzyknęła Jola. – Kiedy przyjechałeś?
— Dzisiaj. A tak dokładnie – zerknął na zegarek – pięćdziesiąt siedem minut temu. Przywitałem się tylko z rodzicami i przybiegłem do was.
— Czyli jesteś bez kolacji? – spytała Jola.
— No bez, ale nie jestem głodny – oświadczył Piotrek, postawił na stole butelkę francuskiego wina, a następnie bez sprzeciwu, z wielkim apetytem jadł resztę zapiekanki, która została po kolacji. Nie przerywając jedzenia, opowiadał o Francji i o tym, co tam przeżył przez ostatnie kilkanaście miesięcy. Największe zdumienie przeżył na ulicy, gdy zobaczył mężczyznę z telefonem przy uchu.
— Wyobrażacie to sobie? Szedł sobie ulicą i rozmawiał przez telefon! Wielkie to było jak cegła, ale bez kabla. Coś takiego widziałem tylko w filmach. Pomyślałem, że przypadkowo wszedłem na plan jakiegoś filmu. Ale nie! To była zwykła ulica.
— Coś takiego! – zdziwił się Jacek. – Pewnie jakiś bogacz ma dostęp do wyrafinowanej techniki. Zwykli ludzie czegoś takiego nie będą mieli. A tak w ogóle, to czym się zajmowałeś we Francji?
— Jak to czym? – Piotrek pytająco spojrzał na siostrę. – Pracowałem na budowie. Zatrudnił mnie mąż Magdy. Kupili sobie starą plebanie i przerobili ją na weekendową rezydencję.
Jola od dawna wiedziała, co jej brat robi we Francji i komu to zawdzięcza, ale jakoś nie umiała znaleźć okazji, by powiedzieć to mężowi. Zauważyła, że ta wiadomość zrobiła na nim wielkie wrażenie. Kopnęła pod stołem brata, by przestał o tym mówić. Spojrzał na nią kpiąco i mówił dalej:
— Świetnie jej się powodzi. Jej mąż ma fabrykę kółek do szpitalnych łóżek i wózków sklepowych. Sprzedaje je w całej Europie. Właśnie podpisał duży kontrakt z Polską. – Po chwili dodał: – Wybierają się tutaj. Może przyjadą na Boże Narodzenie? Magda mówi, że nigdzie nie ma takich świąt jak tutaj. Ma rację.
Czerwone plamy pojawiły się na twarzy Jacka. Był wzburzony, lecz jego głos zupełnie tego nie zdradzał.
— Ty chyba nie z powodu świąt przyjechałeś do Polski? To dla tej… Jak jej to na imię? Pola?
Cień przemknął przez twarz Piotrka. Wyłącznie Jola go dostrzegła.
— Przede wszystkim z powodu jutrzejszych wyborów prezydenckich. A poza tym zostaję w Polsce. Teraz tutaj są większe możliwości niż we Francji.
— Tak sądzisz? To pewnie będziesz głosował na Mazowieckiego?
— Żartujesz?! Owszem, Mazowiecki dobrze doradzał Wałęsie, ale to Wałęsa podejmował właściwe decyzje. Cały świat o tym wie! Dlatego dali mu Nagrodę Nobla. Trzeba tutaj wyjątkowego elektryka, by wszystko rozmontować, a następnie zmontować z tego coś nowego. Tylko on może to zrobić. Jest genialny.
Jacek wydął wargi i prychnął.
— Też mi geniusz! Nawet czytać dobrze nie umie. Umie tylko powtarzać to, co mu inni podpowiedzą. Cała inteligencja o tym wie, dlatego głosuje na Mazowieckiego.
Piotrek uśmiechnął się lekceważąco.
— Może inteligencja głosuje na Mazowieckiego, ale inteligentni zagłosują na Wałęsę.
Po takim oświadczeniu sprzeczka stała się kłótnią. Jola robiła co mogła, by nie przekształciła się w awanturę, ale wobec zacietrzewienia brata i męża była bez szans. Zniechęcona, musnęła ustami policzek męża, zmierzwiła włosy brata i poszła do sypialni. Obudziła się, gdy do łóżka wszedł Jacek. Zerknęła na zegarek. Była 3.15.
— Kiedy skończyliście politykować? – spytała sennym głosem.
— Przed chwilą. Ale mu nagadałem. Chyba wreszcie coś zrozumiał.
— A ty co zrozumiałeś?
— Ja?! Przecież mam rację!
— Czyli nic nie zrozumiałeś.
Przez chwilę leżeli w milczeniu. Ciszę przerwał Jacek.
— Powiedz wreszcie, co miałem zrozumieć?
— Choćby to, że rodzina jest ważniejsza niż polityka…. Dzieci! Z dziećmi nie można się nudzić.
Zapadła cisza, dłuższa niż poprzednim razem. Ponownie przerwał ją Jacek.
— Kogo masz na myśli, mówiąc o dzieciach?
Odpowiedział mu głęboki, regularny oddech żony.
Obraz: Claude Monet: „Les Coquelicots”