Mój stary jest fanatykiem terapii. Kiedyś był tylko poczciwym laryngologiem, teraz stał się, jak to on mówi, “lekarzem nie tylko ciała, lecz także duszy”. Przejebane. Już jak się to słyszy, nie trzeba się wcale umawiać na sesję. Czasem wyobrażam sobie terapię z moim ojcem siedzącym w turkusowym, pluszowym fotelu, nad nami wiszą na ścianach stockowe zdjęcia - wyniki wyszukiwania haseł “czułość”, “bądź sobą”, “wewnętrzne dziecko”.