Pierwszy był kurnik, do którego chodziło się z babcią. Zajmował prawą stronę chlewika, zbudowanego z grubych drewnianych bali, tak starych, że już nawet nie pachniały drewnem, a strop tonął we mgle prawiecznych pajęczyn. Najpierw trzeba było iść po trawie, potem schodziło się niżej, w błoto z odciśniętymi stemplami kurzych łap.